
|
Data ostatniej aktualizacji: 2008-02-17. |
|
|
Ferie w Warszawie, 11-15.02.08r. 5,5h jazdy pociągiem do pięknej Stolicy. Niby nic nowego, ale jakoś tak się nie chciało. Nastepnym razem polecimy samolotem, żeby szybciej było ;) Dobrze, że pociąg nie był za bardzo załadowany, można było usiąść. W Warszawie byłyśmy przed 22, z Centralnego odebrała nas Ania z Jabbem. I się zaczęło ;) Zabawy z Jabbem w domu non stop, dopóki Ruda nie wylądowała w klatce. ;) Czekanie przed kuchnią na jedzenie... ;) Kolejny dzień to do południa leniuchowanie :) a później spotkanie z Magri Silver Power z właścicielami na Polach Mokotowskich ;) Fotek z samego spaceru nie ma, było zbyt zimno, żeby trzymać w ogóle aparat. Jako, że Garuda była najstarsza z całego towarzystwa, poustawiała trochę młodzież ;) Oczywiście najbardziej Magri, tzn. Ruda podbiegała do niej z burczeniem, szczypała w tyłek tudzież kark i odskakiwała :P Większych starć na szczęście nie było, żadne z psów nie zostało wrzucone do wora i do Wisły... ;) Po spacerku poszliśmy na pogaduchy do Kasi i Pawła, a psy jeszcze szalały. W środę również na Polach Mokotowskich spotkaliśmy się z Tomkiem i Wiki (OB)... Wiki za bardzo bawić się nie chciała, była za bardzo wpatrzona w Tomka. Garuda natomiast znalazła badyla... Ale nie znalazła w sobie na tyle determinacji, żeby go podnieść ;) Dojechał do nas braciszek-Guard. Psy szalały później jak głupie, ale nie ta pogoda na fotki... Z samego rana w czwartek zawitała do nas Margo z Paulą, która chciała zobaczyć Garudę. Dość ciężko było, bo jak tylko Raguda zobaczyła Margo, dostała napadu dzikiej radości ;) Paula zabrała do Brazylii Jezebeth i małego Hero ze Słowacji. Psiak jest po "moim" repie-Argo. Hero ma już teraz bardzo jasne oko, dobrą maskę, do tego jest cały jasny i jest krótki, więc Argo za te geny ma plusa ;) A do tego psiak miauczy.
Psy szalały na podwórku, później (dużo później ;)) zostały zaproszone do domu. Było coś strasznie fajnego. Ali w klatce miał pare gnatów, każde z psów chyba miało swoje. Nie było żadnej kłótni o kość. Więcej, psy podchodziły do siebie, wąchały się, wymieniały się kościami, oddawały. Czasem tylko było małe burknięcie (warczenia nie było) gdy któreś nadużyło dobroci. A tutaj, w ramach rozrywki, "szkoliłam" Alego. Pies miał zrobić tylko siad. Co z tego wyszło? Popłakałam się ze śmiechu, ale to inna historia... ;) Niestety, piątek oznaczał z bólem serca powrót do domu :( Było jak zwykle fajnie, Aniu i Krzysiu-dzięki za gościnę! zapraszam teraz do siebie :) Podziękowania za "imprezki" Kasi i Pawłowi, Anecie, Tomkowi i Adrianowi. Fajnie, że mieliście czas się spotkać! I do szybkiego zobaczenia :) |
|
|
Copyright © 2004-2008 Narvana |
|