
|
Data ostatniej aktualizacji: 2006-09-28. |
|
|
Obóz w Lazne Belohrad Po raz drugi wyruszyliśmy na czeski obóz szkoleniowy do Lazne Belohrad w Czechach. Z Piratem wyjechałam na 4 dni przed obozem... Wstąpiliśmy na noc do rodzinki, gdzie można było pobawić się przez płot z psem sąsiadów ;) Następnego dnia długa droga (oczywiście z przygodami, mało przyjemnymi) do Późnej, miejscowości gdzie jest hodowla wilczaków "z Peronówki" Na miejscu przywiatała nas sfora wilczaków. Pirat został szybko ustawiony przez Balroga, Camio i Eligo. W Peronówce urodziły się niedawno dwa mioty czeweczek. Było co oglądać ;) Pirat czuł respekt przed wilczym gniazdem, podchodził niechętnie... Wyluzował dopiero, gdy suczyska ;) wyszły z kojców i zostawiły małe. Mnie najbardziej przypadła do gustu Garuda-jeszcze wtedy najmniejsza i najciemniejsza z miotu ;) Gdy obie mamy wróciły do małych, Pirat wolał obserwować szczeniaczki z dystansu, najlepiej z kanapy (wtedy nie goniły go "straszne" psy ;)) Czasami dobrego kumpla udawał Eligo... ;) Z samego rana zrobiliśmy długi spacer po Późnej... Przeszliśmy nielegalnie granicę polsko-niemiecką ;) Pozwiedzaliśmy pobliskie lasy... Zachwycaliśmy się również pięknymi łąkami (małe pola słoneczników-prawie jak Woodstock ;)) Niestety, trzeba było pożegnać się z Peronówką (ale na niedlugo...) i wyruszyć... Ale jeszcze nie do Lazne! "Po drodze" jedziemy z Margo na Klubową Wystawę CzW do Jevisovic. Jechaliśmy przez całe Czechy, bo miejscowość jest niedaleko granicy z Austrią... ;) Na miejscu zastaję całe 61 wilczaków! Oj, było co podziwiać... ;) Ja zostałam fotografem i robiłam zdjęcia na dwa aparaty... Z tego tytułu Pirat musiał zostać w aucie...I chyba specjalnie się tym nie przejął ;) Po wystwie znów ruszamy... Tym razem już do Lazne :) Na miejscu była już moja mama z Trejsi, Joanna z Dewi, Ala z Bartkiem i Cayo. Lazne to małe, bardzo malownicze miasteczko z pięknymi okolicami... Trejsi miała największą radochę biegająć po polu w poszukiwaniu myszek... ;) Najpierw było szukanie... Później polowanie... A na koniec... jedzenie ;) Trejsi całkiem dobrze by sobie poradziła na wolności ;) Na obóz przyjeżdża się głównie ;) po to, żeby pracować... Z Trejsi nie mogłam opuścić obrony grupowej, ona to kocha ;) Później plac szkoleniowy kojarzył jej się tylko z obroną... Za rok, jeśli przyjedziemy, zapiszę Trejsi również na obronę indywidualną Niech dziewczyna ma coś z życia... ;) Sucz bardzo się wkręciła, atakowała szmatę, wałek i wałek kwadratowy... Z Piratem poćwiczyłam trochę posłuszeństwa... Już na przyszłość wiem: piłka na posłuszeństwie z Piratem odpada! Chłopak się za bardzo nakręcił, jakieś skoki, niepoprawne wykonanie komend.... W tej dziedzinie lepiej sprawdzają się smakołyki. Młodego zapisałam na obronę indywidualną Na początku średnio mu to wychodziło, ale po jakimś czasie się rozkręcił! Jestem z niego BARDZO dumna ;) Nie jest tak nakręcony jak Trejsi czyli bardziej agresywnie tylko na zabawę... Poszczeka na pozoranta, ale głównie interesuje go zabawa z pozorantem... Przez pierwsze dni na obozie było dość ciepło, psy szybko się męczyły... Dla ochłody chodziliśmy nad rzeczkę Pirat pokazał nam, jak się skacze z kładki do wody ;) Pirat zrobił sobie norę pod domkiem, tam było mu chyba chłodniej... ;) Trejsi wolała siedzieć w domku Po ciężkiej pracy były różne formy relaksu... ;) Formą rekaksu był wypad w Prahovskie Skaly...Sporo chodzenia, ale widoki były tego warte...Później pojechaliśmy na obiad i piwo do Detenic... ;) Po traumatycznych zdarzeniach w Późnej, Pirat był niechętny do nawiązywania znajomości z wilczakami... Dogadywał się z Cayo, Yagą (OB) i Alinką, która dostała cieczkę ;) Jednak całkiem się przełamał przy Uno naszego kumpla z Danii, Rolfa! :) Fajnie, że choć trochę pobawił się z wilczakiem ;) Młody przy wilczakach nauczył się... wyć :) Na coś obóz się przydał ;) Obóz byłby niczym bez szaleństw, zabawy, dyskotek (ach, Venca, podziękowania się należą ;)) i zawodów! Zawody były coś w stylu agility... Najpierw byliśmy w "barze" gdzie trzeba było zostawić psa na stole, odejść od niego i usiąść sobie na ławce... Poczekać, aż wódka będzie na stole, wypić ;) i... do biegu! (na zdjęciach ten moment jest pokazany) Cztery skoki przez ławki, kolejny stół na który pies musiał wskoczyć, metrówka, aczka (palisada), tunel, drabina z kładką i rzucenie się na szmatę/rękaw (zależało od stopnia wyszkolenia psa) pozoranta... Z Piratem zajęłam 12 miejsce (na 25 chyba) a z Trejsi...3 miejsce! Moja mała dzielna sunia znów pokazała klasę ;) Nagrodą dla właścicieli była... wódka ;) W szampańskich humorach trzeba było iść spać, na drugi dzień, niestety, trzeba było wracać do domu... Podsumowując, było naprawdę super, towarzystwo wspaniałe, pogoda też niczego sobie... ;) Dziękuję jeszcze raz wszystkim, bawiłam się doskonale... Dziękuję Bartkowi i Wojtkowi za foty z oborny i posłuszeństwa ;) Teraz jestem pewna, że Lazne to nasza wspólna miłość... ;) |
|
|
Copyright © 2004-2006 Narvana |
|