
|
Data ostatniej aktualizacji: 2007-02-06. |
|
|
Ferie w Stolycy Ferie lecą... Czas wybyć z domu. Z samego rana w piątek razem z Garudą wyjechałam do Warszawy. ("pociąg ze Zgorzelca do Warszawy Wschodniej opóźniony o 80 minut. Opóźnienie może ulec zmianie.") Po prawie 6 godzinnej miłej podrózy (miłej, ponieważ nikt nie odważył się wejść do przedziału-ja rozwaliłam się na jedynm siedzeniu, Garuda spała na drugim, na zmianę siedząc w oknie) przyjechałyśmy do Wawy przed 16, a na 17 już byłam umówiona z Gagą... Szybko zostawiłam plecak, przepakowałam się i ruszyłyśmy do metra przez Pola Mokotowskie, gdzie psy dodatkowo się wybiegały (całe stado: wilczak, 2 belgi, beagle i 5 miesięczny border collie :)). W metrze spokój, Garuda nawet nie poczuła, że jedziemy ;) Po konsultacjach, spotkałam się z Cheyem i Gagą, ruszyliśmy do domku. Czekając na brata Garudy, Guarda, młoda szalała z Cheyem... Guard dojechał do nas i razem ruszyliśmy na Obedience do Baritusa (my oczywiście gościnnie ;)). Na miejsce dotarła również Joasia z Dewi. Miejsce szkolenia dość ciekawe-hala, gdzie spacerują również konie, więc masa różnych, ciekawych zapachów... My jako goście i nie pracujący na kliker, ćwiczyłyśmy we własnym tempie i zakresie, pod okiem Małgosi. Dzięki jej radom jakoś tak miło się ćwiczyło z Garudą :) Pokazała, jak mam zwrócić na siebie uwagę młodej, powiedziała co zrobić z problemem nie przychodzenia na zawołanie i jak pracować nad lepszym kontaktem. Udało się, Garuda na hali zaczęła patrzeć się na mnie i robiła to, co do tej pory umiemy :) Ruda starała się ładnie siadać przy nodze... Chodzić przy nodze I jedno z jej ulubionych-podawać łapkę ;) Po ćwiczeniach szybko na wybieganie piesków i relaks za halę. I w ten sposób minął piątek... Początek soboty zaczął się dość leniwie... (pobudka o 11, wstanie z łóżka o 11.30 ;)) W południe razem z Niuką i jej psami, ruszyłyśmy nad Wisłę... Garuda bawiła się głównie z Kłakiem :) Do zabawy chciała zaprosić również Heńka, ale to jej się nie udało ;) Kłaczek za to pokazał nam nową sztuczkę, której się nauczył. Ładna stójka, prawda? ;) Po szaleństwach nad Wisłą, ruszyliśmy do domku na krótki odpoczynek i znów (na tą samą halę) do pracy. Tym razem na agility. Garuda na torze pracowała dopiero pierwszy raz... Bo slalom przed domem nie można nazwać torem ;) Pierwsza rzecz-tunel. Młodej BARDZO się tam spodobało i przebiegała bez najmniejszych problemów :) zaliczyłyśmy parę razy hopkę, oczywiście na najniższym szczeblu z obawy na stawy ;) Również i tu Garuda skakała chętnie :) Kolejnym elementem, który Garuda poznała była kładka. Na początek bardzo nisko... Za smaczkiem mała podążała bez większych obaw. Na początku bardzo powoli, a później już w biegu i bez smyczy :) Później poćwiczyłyśmy slalom, który już znamy. Zmęczeni, wróciliśmy do domku. Sobota skończyła się przy piwie i oglądaniem filmu Almodovara ze znajomymi :) Niedziela zaczęła się szybciej niż sobota, ze względu na spacer z wilczakami. :) Razem z Gagą, Joasią, Adrianem i psami ;) wyjechaliśmy prawnie poza granice Warszawy nad Wisłę. Dewi i Chey grają niezły zespół, znają się przecież bardzo długo, Guard starał się dotrzymywać im kroku, a Garuda wolała trzymać się z daleka ;) Dopiero w świetle dziennym było widać różnice pomiędzy rodzeństwem... Guard to mała, chodząca kopia ojca-Kondora. Garuda natomiast, to kopia matki-Jolly. (na zdjęciu Jolly jest w tym samym wieku co Garuda teraz, czyli 6 miesięcy) Garuda i Guard prawie nie wyglądają jak z tego samego miotu... ;) Psy biegały jako oszalałe... Garuda starała się unikać Dewi, czasami poganiała się z Cheyem... Chey i Dewi szalały jak tylko mogły w wodzie (razem z Joasią i Adrianem ]:->). Garuda moczyła się na brzegu-w końcu luty jest! ;P Psy wybiegane, my zmęczeni i zmarznięci (niektórzy nawet mokrzy) zatem czas wracać do domu. Po spacerze miałam jechać drugi raz na agility, ale jakoś ciepełko w domu, smaczny obiad :), wygodna kanapa i miłe towarzystwo nie pozwoliły mi się ruszyć... ;) Niedzielka minęła bardzo na luzie, powrót do domu i spać-po południu w poniedziałek trzeba było wracać do domu :( Wyjazd dał nam bardzo dużo. Mi głównie wiele rad (i stuknięcia w główkę ;)), zabawy i odpoczynku, Garudzie trochę pracy, socjalizacji i mnóstwo zabawy. Dzięki wszystkim za gościnę, strasznie fajnie było. Trzeba to jeszcze powtórzyć. Ale może tym razem w Twardogórze...? :) |
|
|
Copyright © 2004-2006 Narvana |
|